Szczypta szaleństwa na wyższym poziomie abstrakcji { ! }

Blog Asi i Karola Huszałów
  • Główna
  • O Nas
  • Kontakt
  • HI-Websites

Wiosenna wyprawa do Milton Keynes

26 04 2010

Po długiej zimie wreszcie nadeszła upragniona wiosna, aż człowiekowi chce się żyć. Kiedy robi się ciepło nachodzi nas ochota na spacery, przejażdżki rowerowe itd. W momencie, kiedy dochodzi do tego jeszcze przerwa świąteczna w głowie kłębią się myśli odnośnie tego, co i jak zaplanować, czy spędzić ten czas na konsumpcji i lenistwie czy może wybrać się do rodziny ażeby z nią spędzić trochę czasu.

Kożystając z zaproszenia mojego kuzyna Radka postanowiliśmy wybrać się całą naszą trójką do Anglii, i tam spędzić nasze pierwsze angielskie święta.
Lecieliśmy z Poznania (port Ławica) liniami Wizzair. Zwykle lataliśmy z Berlin Schönefeld, ale okazało się, że przelot liniami Easy Jet wyszedłby nas dużo drożej. Podróż minęła bez większych niespodzianek, no może prócz wielkiego tłoku w samolocie i rodaków, którzy nie znają słowa „przepraszam”, kiedy walą Cię swoimi torbami po głowie albo depczą i kopią Cię chcąc wyjść se swojego wcześniej zajętego miejsca.

Lotnisko w London – Luton (Milton Keynes nie posiada swojego lotniska, ale za to znajduje się tam siedziba Teamu Red Bull biorących udział w wyściagch F1) i pogoda w Anglii przywitały nas wysoką temperaturą i słoneczkiem, co niestety było tylko jednym z nielicznych ciepłych dni w ówczesnym czasie. Całą podróżą byliśmy niezwykle podekscytowani jeszcze z kilku innych powodów, między innymi ze względu na to, że mojemu kuzynowi urodziło się pierwsze dziecko – dziewczynka o imieniu Chloe, no i wreszcie kupił upragniony dom.

Emma (mama Chloe) już na nas czekała. Wspaniale było zobaczyć ich dwójke po prawie dwoch latach a do tego jeszcze ich śliczną jedenastomiesięczna córeczkę.

Po wypiciu kawy, i krótkim odpoczynku Radek z Karolem pojechali na zakupy a Ja i mama szlifowałyśmy swój angielski i zachwycałyśmy się małą Chloe. Po paru godzinach chłopacy wrócili z mała niespodzinką – okazało się, że kupili cały zestaw kijii do golfa. Trochę się uśmiałyśmy, bo w sumie rzadna z nas, nie wierzyła, że Oni, kiedy kolwiek pójdą pograć w golfa – a jednak się myliłyśmy. Dwa dni później podczas jednego z tych brzydkich, zimnych, deszczowych dni, Panowie zdecydowali się na ponad dwugodzinny spacer, aby zrobić urzytek z nowego zakupu. Dzięki temu, że pogoda nie sprzyjała na polu golfowym nie było nikogo tak więc Karol z Radkiem mogli spokojnie zacząć swoją dziewięcio dołkową grę. Na miejscu dowiedzieli się bardzo ciekawej rzeczy, a mianowicie, że kiedy chcesz pograć tylko na dziewięć dolków nie potrzebujesz specialnego obuwia ani stroju, ale w momencie gry na 18 dolków wtedy obowiązuje już w pelni profesjonalny strój golfowy. Osobiście prócz łyżwiarstwa figurowego, tenisa i formuły 1 nie lubię oglądać sportów w telewizji, a Golf, hmm… no cóż zawsze mnie nudził. Po powrocie do domu opowiadali, że naprawdę świetnie się bawili, na początku mieli nie lada problem, aby uderzyć w piłeczkę, Karol zwykle trafiał w powietrze a Radek zmienił zawód na kosiarza trawy;) Mówili również, że bardzo ciężko było uderzyć w piłeczkę tak, aby poleciała prosto, trzeba było tak obmyślać kąt uderzenia by był jak najbardziej precyzyjny. No cóż, mnie to nie przekonało, ale grunt, że oni byli zadowoleni.

Następnego dnia świętowaliśmy 29 urodziny Radka. Emma zaprosiła swoją rodzinęwięc pierwszy raz mieliśmy okazję się poznać. W Anglii króluje moda na wszystko, co ma związek z firmą Apple dlatego też Radek dostał trzy wielkie, grube książki do nauki pisania aplikacji na iPhona. Niestety, realia angielskie są inne niż polskie, więc u nas, gdzie internet jest ciągle drogi i wolny taki prezent nie za bardzo by się przydał. My zdecydowaliśmy się na zakup gry strategicznej, z której również bardzo się ucieszył.
Do świąt pozostało już tylko kilka dni, więc nasza mama postanowiła zająć się kulinarnymi przygotowaniami. Tradycyjnie zrobiłyśmy sernik na zimno, sałatkę jarzynową, rybę po grecku, chrzan z burakami, a dodatkowo pierogi, bigos i oczywiście ufarbowałyśmy jajka. Emma była tak zaskoczona, że ze skorupek cebuli wychodzą piękne czerwone jajka, że zabrała je do swojej rodziny, aby im pokazać.

A co do samych świąt…

Rodzina Emmy zaprosiła nas na świąteczną niedziele do swojego domu. Na początku pojechaliśmy bez Radka, poniważ ze względu na to, że już od ponad dwóch lat pracuje na nocną zmianę ma przestawiony zegar biologiczny i nie jest w stanie wstać wcześniej niż o 14 po południu, to też do godziny 15 byliśmy skazani na siebie i swój język. Od momentu, kiedy przyjechaliśmy rodzina Emmy była dla nas bardzo miła. Poznaliśmy dodatkowo pozostałą część rodziny. Karol od razu załapał kontakt z partnerem mamy Emmy – Darenem. Okazało się, że mają wiele wspólnych zainteresowań. Jedną ze wspólnych cech jest to, że na kilogramy jedzą, ketchup, kolejną było to, że obydwaj prowadzą firmę zajmującą się reklamą w internecie, lubią fotografię, piłka nożna itp.

Po krótkim zapoznaniu i wypiciu kawy, zaczeło się polowanie na czekoladowe jajka (niestety, w Anglii jest to istota ich świat wielkanocnych). Chowają je w trwie a póżniej dzieci z koszyczkami biegają po całym podwórku i odbywają się zawody na zasadzie, kto pierwszy znajdzie jak najwięcej jajek ten wygrywa. Miłą niespodzianką było to, że dla nas róznież schowali takie jajka (już nie w trawie, tylko na płocie, żeby dzieci nie dosięgnęły) i musieliśmy je odnaleźć. Chyba wszyscy się wtedy rozluźnili, co sprzyjało luzniejszym rozmowom. Posiłki jakie nam przygotowali były zupełnie od tych, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Na śniadanie dostaliśmy jajecznicę z łososiem w francuskim rogaliku (croissant), a prócz tego zrobili mini pizze, (do której użyli ciabatty) i gotowane jajka z krewetkami i kawiorem. Dla tych, co nigdy nie byli w Anglii i nie pracowali tam musi wydawać się, że Emma ma bardzo bogatą rodzinę skoro podali łososia, krewetki czy kawior. Sęk w tym, że w Anglii są inne realia, inne zarobki. Chodzi o to, że nawet, jeśli parcujesz, jako zwykły robotnik za najniższą krajową to i tak na wiele Cię stać (oczywiście w ramach rozsadku). Wiele produktów, jak np. krewetki są dużo tańsze niż w Polsce, jest o wiele więcej promocji, no i większoć jedzenia ma niższą cenę. W momencie, kiedy chcesz zjeść jakieś warzywa (tak zwane zdrowe jedzenie) to zapłaciśz więc niż w Polsce.

Wracając do angielskiego menu, na przystawkę dostaliśmy sałatkę z krewetkami, a na obiad pudding yorkshire (ciasto w kształcie miseczki, a na to kuleczkę ze zmielnoej i zapieczonej kiełbasy), sos miętowy (zwykle podaje się go z jagnięciną, ale jeśli ktoś jest fanem tego sosu może go jeść z jakimkolwiek mięsem) kurczak oraz warzywa. Wszystko smakowało wyśmienicie. Po obiedzie i słodkim deserze zaczęliśmy grac na konsoli Wii. Jest to urządzenie, do którego, używasz dwóch specjalnych pilotów, dające wrażenie prawdziwej gry. Przez większość czasu Karol i Daren grali w pingponga, ale mi udało załapać się na kręgle i walkę na miecze :D . Po powrocie do domu wszyscy byliśmy tak zmęczeni, że za przykładem małej Chloe wszyscy wskoczyliśmy do łóżek.

Po powrocie do Dębna musielśmy szyboko wrócić jednak do codzienngo trybu pracy, ponieważ w Anglii trochę się rozleniwiliśmy. Ale i tak warto było pojechać i spędzić z nimi ten czas, nawet kosztem pracy.

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

Falstart?

14 03 2010

Kiedy u nas za oknem szalała śnieżyca w Bahrajnie przy temperaturze 35°C zaingurowany został nowy sezon Formuły 1. Z dużą rezerwą podchodziłem do tego wydarzenia, a wszystko to, z powodu zmian, jakie wprowadzono w tym sezonie. Najważniejsze z nich to oczywiście zakaz tankowania podczas wyścigu, zakaz rozgrzewania opon (kocami grzewczymi) oraz zwiększenie ilości zespołów. Szefowie F1 twierdzą, że wszystkie te zmiany mają na celu poprawienie bezpieczeństwa, oglądalności i obniżenia kosztów. Ile w tym prawdy? Wg mnie niewiele. Dla mnie z roku na rok jest coraz gorzej. Może jestem konserwatywny, ale uważam, że coraz to nowe przepisy zabijają ten sport. Cóż zrobić – najważniejsze, że Ferrari wciąż jeździ i ma się dobrze. Dopóki czerwone bolidy będą pojawiać się na torach to będę śledził ich poczynania niezależnie od zmian, jakie zostaną wprowadzone. No ale dosyć o przepisach.

Cały śwat sportów motorowych został przede wszystkim zelektryzowany wiadomością o powrocie Michaela Schumachera. Życzę mu jak najlepszych wyników, ale jako że nie łączy go już nic z Ferrari to i dla mnie pozostaje jedynie legendą dawnych lat a przeciwnikiem dzisiaj. Polacy oczywiście nie mówią nic innego jak tylko o Robercie Kubicy, ale co się dziwić, jedyny Polak w F1 i to z talentem. Jednak w pierwszym wyścigu Niemiec Sutil zniwelował jego szansę na dobrą pozycję. Zobaczymy jak będzie dalej.

Zastanawiam się jak będzie wyglądała rywalizacja z tyloma nowymi zespołami tj. Virgin, Lotus, HRT oraz kilkoma mocno przebudowanymi jak Sauber –stanowi to wielką niewiadomą tego sezonu. Oczywiście nie trzeba było jasnowidza, aby przewidzieć, że większość debiutantów skończy swój wyścig na pierwszych okrążeniach. Osobiście boję się, że na dłuższą metę może to być ryzykowne dla nich oraz dla innych. Poza tym mogą wypaczyć wyniki zespołów walczących o najwyższe pozycje, a to nie jest już wpożądku. Jak będzie? Czas pokaże.

Co dalej z F1? Aż boję się myśleć co Ecclecston wymyśli w kolejnych sezonach. Cieszę się tylko, że Pan Moss został zmieniony prze francuza Jeana Todda – byłego szefa Ferrari. Dla mnie największym kuriozum pozostaje ograniczenie testów bolidów do 15 dni w roku. Po prostu ręcę opadają. Sport, który ma rozwijać całą motoryzację, zostaje ograniczony nie wiadomo, dlaczego (oficjalnie pieniądze) do paru dni testowania nowych rozwiązań. Wg mnie strasznie hamuje to rozwój samochodów i zwiększa ryzyko wypadków na wyścigach.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o Panu Borowczyku, komentatorze Polsatu. Na nic prośby, na nic groźby, on wciąż komentuje wyścigi F1. Wciąż gada o oponach (choć trochę mniej, zapewne z powodu braku zielonych paseczków na nich, co powoduje że nie wie on, jakie opony kierowca ma). Wciąż jest niedoinformowany (kto? Gdzie? Kiedy? I po co?). Wciąż także zajmuje się wesołą twórczością (stworzył nowego kierowcę Roberta Barricello). Ehh… co poradzić…

Podusmowjąc pierwszy wyścig zastanawiam się czy start sezonu dla Formuły 1 to nie zwyczajny falstart. Cieszę się, że przynajmniej mój ukochany zespół falstartu nie popełnił zajmując dwa pierwsze miejsca. Cieszę się również, że do zespołu dołaczył Fernando Alonso i wierze, że w tym roku Ferrari powtórzy sukces najlepszego zespołu, a Alonso zostanie mistrzem świata.

FORZA FERRARI!!!

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

Pasja ścigania lecz nie oglądania

23 09 2009

Formuła 1 niektórym osobom kojarzyć się może z bezsensowną półtoragodzinną jazdą w kółko innym zaś z fascynującym rykiem silników, emocjami i niezapomnianymi wyścigami, w których każdy odrębny bolid stanowi wspaniałą całość tego sportu.

Swoją przygodę z F1 zacząłem w 1996 kiedy to mój wujek, Tomek (syn wujka) i mój ojciec oglądali właśnie wyścig na niemieckiej stacji RTL. W tamtej chwili nie obchodziło mnie, że zawody wygrywał Damon Hill zapewniając sobie tym samym tytuł mistrza Formuły 1, moje oczy utkwiły na czerwonym bolidzie ze szkicem czarnego rumaka, stojącego na dwóch tylnych nogach pochodzącego ze stajni Ferrari. Od tamtej pory jestem zagorzałym kibicem F1 i fanem zespołu Ferrari bez względu na ich wyniki.

Jednakże duża część Polaków zaczęła interesować się tym sportem dopiero w roku 2006 kiedy to za kierownicą bolidu BMW Sauber zasiadł pierwszy Polak w historii F1 Robert Kubica. Niestety, prócz fanów pojawili się także „wielcy fani” Formuły, jakimi są „Specjaliści” zatrudnieni przez telewizję Polsat. Nie zrozumcie mnie źle – bardzo się cieszę, że mogę oglądać zawody w telewizji, ale nie potrafię zrozumieć jak spośród 38 milionów osób mieszkających w Polsce nie można było znaleźć osoby kompetentnej do prowadzenia relacji z wyścigu?! Studio Grand Prix pod przewodnictwem Pana Zientarskiego i jego Loży fachowców (nie wliczam w to ojca Roberta) często doprowadza Asię i mnie najpierw do śmiechu, później do irytacji a na końcu do wyłączenia głosu i cierpliwego czekania na rozpoczęcie wyścigu. Chociaż wydawałoby się, że w tej części przez minimum 1, 5 h moje uszy będą mogły odpocząć i wsłuchać się w cudowny ryk silników to niestety do akcji wkracza Pan Borowczyk, który od pierwszych sekund rozprawia o oponach z białym paseczkiem, zielonym paseczkiem czy innym paseczkiem. Na każdym wyścigu od 3 lat, na każdej sesji kwalifikacyjnej, przynajmniej 15 razy na każdym wyścigu rozpływa się na temat kolorów pasków tych opon, o tym, że się świetnie sprawują na torze (lub nie) nie zauważając przy tym istotnych wydarzeń, jakie mają miejsce na torze. Wystarczy przypomnieć sobie ostatnie kwalifikacje (do GP Włoch), kiedy to Robert na daną chwilę zajmował 15 pozycję, co było ryzykowne i rzutowało na jego dalszą walkę o lepszą pozycję na starcie. Pan Borowczyk i jego „podliżmajtek” Maurycy byli tak zajęci rozpaczaniem z powodu straconych szans Kubicy, że potrzebowali aż dwóch minut, aby zauważyć, że jednak Robert nie odpadł, a ba, zrobił drugi czas w całej stawce. Dobór słownictwa obu Panów też jest bardzo interesujący, są jak dwaj samotni rajdowcy rzucający hasłami w stylu: „wykręcił n-ty czas”, „zjechał do pit-line”, „wszedł do Q2” – to takie international – nie uważacie? Jeszcze jakiś czas temu podczas wyścigów można było usłyszeć Mikołaja Sokoła, który jednak prawdopodobnie odszedł z komentowania F1 po decyzji, w której relacje z Formuły 1 mają być przeprowadzane ze studia Polsatu. Nie dało się nie zauważyć braku profesjonalizmu, totalnego braku wiedzy i zainteresowania „studyjnych” komentatorów na temat sytuacji mających miejsce na torze. Prawdopodobnie Mikołaj nie chciał uczestniczyć w tym medialnym przedstawieniu, dlatego zrezygnował. Ktoś, kto nie zna F1 mógłby powiedzieć, że marudzę i jeśli przeszkadzają mi komentatorzy to mogę wyłączyć dźwięk. Kiedyś tego próbowałem, ale za bardzo uwielbiam odgłos, jaki wydają bolidy F1, bez tego ten sport traci urok. Napisałem nawet do telewizji Polsat prośbę o zmianę komentatora, ale jak się pewnie domyślacie nie dostałem odpowiedzi. Niestety nie posiadam w tej chwili żadnego zagranicznego kanału telewizyjnego, aby móc w spokoju obejrzeć wyścig, dlatego wygląda na to, że w niedzielę znów przyjdzie mi wysłuchiwać „ekspertów” podczas GP Singapuru. Nie myślcie sobie tylko, że próbuję Was odwieść od oglądania F1 – nic z tych rzeczy. Dla mnie to piękny sport i uważam, że każdy może się nim zainteresować. Moja Asia ogląda wyścigi razem ze mną i tak jak ja emocjonuje się wydarzeniami na torze kibicując przy tym Kubicy i Alonso. Ja jednak pozostaje wierny jednej stajni.

Forza Ferrari!


Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii


Facebook

Kalendarz

Wrzesień 2010
P W Ś C P S N
« lip    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Polecamy

  • Blanc łazienki – Dolphi Poznań
  • Centrum ogrodnicze | Projektowanie ogrodów | AVANT
  • Emandes | Nowy Wymiar Światła
  • Ewa Gillner | Grafik
  • Karol Huszał | Webmaster
  • Katarzyna Stefańska – architekt wnętrz
  • Małgorzata Ratajczak | Blog
  • Montaż Wielkopolska – montaż i konstrukcje
  • Paweł Chara | Fotograf
  • Spahome – meble łazienkowe na wymiar, wanny spa, łazienki, wyposażenie łazienek
  • Wizaż i stylizacja – Katarzyna Lesińska | Poznań
  • Wojtek Dobrucki | Fotograf

Tagi

Aga i Wojtek Anglia Asia Awake & Alive Born again Chloe Chomik Chwarszczany Cytadela Dębno Emandes Ferrari Formuła 1 Fotografia Grafika Grzyby Internet Karol Kostrzyn nad Odrą Kot LED Lublin Milton Keynes Muzyka Newsboys Perła Photoshop Poznań Przemek Radek i Emma Rekonstrukcje historyczne Robert Kubica Rzepak Skillet Speedy Gonzales Strony internetowe Szczecin Tenor TobyMac Tonight Wakacje Zatoka gwiazd Światło

Archiwa

  • Lipiec 2010
  • Czerwiec 2010
  • Maj 2010
  • Kwiecień 2010
  • Marzec 2010
  • Luty 2010
  • Styczeń 2010
  • Grudzień 2009
  • Listopad 2009
  • Październik 2009
  • Wrzesień 2009
  • Sierpień 2009

Strony

  • HI-Websites
  • Kontakt
  • O Nas
Follow this blog


design by jide powered by Wordpress