Szczypta szaleństwa na wyższym poziomie abstrakcji { ! }

Blog Asi i Karola Huszałów
  • Główna
  • O Nas
  • Kontakt
  • HI-Websites

Happy Birthday Chloe / Wszystkiego Najlepszego Chloe

26 04 2010

30 kwietnia córka Radka i Emmy – Chloe –będzie obchodziła swoje pierwsze urodziny. Z tej okazji rodzice postanowili wyprawić imprezę na specjalnej farmie, gdzie dzieci będą jeździć na wozie z sianem, bawić się z królikami i mieć wiele, wiele przeróżnych atrakcji. Bardzo żałujemy, że nie możemy w tym dniu być razem z Chloe i jej rodziną, ale mamy nadzieję, że w końcu odwiedzimy ją na kolejne urodzin.

Kochana Chloe z okazji Twoich pierwszych urodzin składamy Ci najlepsze życzenia!

Ciocia Zosia, ciocia Asia i wujek Karol


On April 30 daughter of Radek and Emma – Chloe – will celebrate the first birthday. On this occasion, her parents decided to make a party at a special farm event where children will ride in the wagon with hay, play with rabbits and have many attractions. We regret that we can’t be on this day with Chloe and her family, but we hope that finally we’ll visit one of her birthday party.

Dear Chloe all the best for your birthday!

Auntie Zosia, auntie Asia and the best uncle on the world Karol :)

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

Wiosenna wyprawa do Milton Keynes

26 04 2010

Po długiej zimie wreszcie nadeszła upragniona wiosna, aż człowiekowi chce się żyć. Kiedy robi się ciepło nachodzi nas ochota na spacery, przejażdżki rowerowe itd. W momencie, kiedy dochodzi do tego jeszcze przerwa świąteczna w głowie kłębią się myśli odnośnie tego, co i jak zaplanować, czy spędzić ten czas na konsumpcji i lenistwie czy może wybrać się do rodziny ażeby z nią spędzić trochę czasu.

Kożystając z zaproszenia mojego kuzyna Radka postanowiliśmy wybrać się całą naszą trójką do Anglii, i tam spędzić nasze pierwsze angielskie święta.
Lecieliśmy z Poznania (port Ławica) liniami Wizzair. Zwykle lataliśmy z Berlin Schönefeld, ale okazało się, że przelot liniami Easy Jet wyszedłby nas dużo drożej. Podróż minęła bez większych niespodzianek, no może prócz wielkiego tłoku w samolocie i rodaków, którzy nie znają słowa „przepraszam”, kiedy walą Cię swoimi torbami po głowie albo depczą i kopią Cię chcąc wyjść se swojego wcześniej zajętego miejsca.

Lotnisko w London – Luton (Milton Keynes nie posiada swojego lotniska, ale za to znajduje się tam siedziba Teamu Red Bull biorących udział w wyściagch F1) i pogoda w Anglii przywitały nas wysoką temperaturą i słoneczkiem, co niestety było tylko jednym z nielicznych ciepłych dni w ówczesnym czasie. Całą podróżą byliśmy niezwykle podekscytowani jeszcze z kilku innych powodów, między innymi ze względu na to, że mojemu kuzynowi urodziło się pierwsze dziecko – dziewczynka o imieniu Chloe, no i wreszcie kupił upragniony dom.

Emma (mama Chloe) już na nas czekała. Wspaniale było zobaczyć ich dwójke po prawie dwoch latach a do tego jeszcze ich śliczną jedenastomiesięczna córeczkę.

Po wypiciu kawy, i krótkim odpoczynku Radek z Karolem pojechali na zakupy a Ja i mama szlifowałyśmy swój angielski i zachwycałyśmy się małą Chloe. Po paru godzinach chłopacy wrócili z mała niespodzinką – okazało się, że kupili cały zestaw kijii do golfa. Trochę się uśmiałyśmy, bo w sumie rzadna z nas, nie wierzyła, że Oni, kiedy kolwiek pójdą pograć w golfa – a jednak się myliłyśmy. Dwa dni później podczas jednego z tych brzydkich, zimnych, deszczowych dni, Panowie zdecydowali się na ponad dwugodzinny spacer, aby zrobić urzytek z nowego zakupu. Dzięki temu, że pogoda nie sprzyjała na polu golfowym nie było nikogo tak więc Karol z Radkiem mogli spokojnie zacząć swoją dziewięcio dołkową grę. Na miejscu dowiedzieli się bardzo ciekawej rzeczy, a mianowicie, że kiedy chcesz pograć tylko na dziewięć dolków nie potrzebujesz specialnego obuwia ani stroju, ale w momencie gry na 18 dolków wtedy obowiązuje już w pelni profesjonalny strój golfowy. Osobiście prócz łyżwiarstwa figurowego, tenisa i formuły 1 nie lubię oglądać sportów w telewizji, a Golf, hmm… no cóż zawsze mnie nudził. Po powrocie do domu opowiadali, że naprawdę świetnie się bawili, na początku mieli nie lada problem, aby uderzyć w piłeczkę, Karol zwykle trafiał w powietrze a Radek zmienił zawód na kosiarza trawy;) Mówili również, że bardzo ciężko było uderzyć w piłeczkę tak, aby poleciała prosto, trzeba było tak obmyślać kąt uderzenia by był jak najbardziej precyzyjny. No cóż, mnie to nie przekonało, ale grunt, że oni byli zadowoleni.

Następnego dnia świętowaliśmy 29 urodziny Radka. Emma zaprosiła swoją rodzinęwięc pierwszy raz mieliśmy okazję się poznać. W Anglii króluje moda na wszystko, co ma związek z firmą Apple dlatego też Radek dostał trzy wielkie, grube książki do nauki pisania aplikacji na iPhona. Niestety, realia angielskie są inne niż polskie, więc u nas, gdzie internet jest ciągle drogi i wolny taki prezent nie za bardzo by się przydał. My zdecydowaliśmy się na zakup gry strategicznej, z której również bardzo się ucieszył.
Do świąt pozostało już tylko kilka dni, więc nasza mama postanowiła zająć się kulinarnymi przygotowaniami. Tradycyjnie zrobiłyśmy sernik na zimno, sałatkę jarzynową, rybę po grecku, chrzan z burakami, a dodatkowo pierogi, bigos i oczywiście ufarbowałyśmy jajka. Emma była tak zaskoczona, że ze skorupek cebuli wychodzą piękne czerwone jajka, że zabrała je do swojej rodziny, aby im pokazać.

A co do samych świąt…

Rodzina Emmy zaprosiła nas na świąteczną niedziele do swojego domu. Na początku pojechaliśmy bez Radka, poniważ ze względu na to, że już od ponad dwóch lat pracuje na nocną zmianę ma przestawiony zegar biologiczny i nie jest w stanie wstać wcześniej niż o 14 po południu, to też do godziny 15 byliśmy skazani na siebie i swój język. Od momentu, kiedy przyjechaliśmy rodzina Emmy była dla nas bardzo miła. Poznaliśmy dodatkowo pozostałą część rodziny. Karol od razu załapał kontakt z partnerem mamy Emmy – Darenem. Okazało się, że mają wiele wspólnych zainteresowań. Jedną ze wspólnych cech jest to, że na kilogramy jedzą, ketchup, kolejną było to, że obydwaj prowadzą firmę zajmującą się reklamą w internecie, lubią fotografię, piłka nożna itp.

Po krótkim zapoznaniu i wypiciu kawy, zaczeło się polowanie na czekoladowe jajka (niestety, w Anglii jest to istota ich świat wielkanocnych). Chowają je w trwie a póżniej dzieci z koszyczkami biegają po całym podwórku i odbywają się zawody na zasadzie, kto pierwszy znajdzie jak najwięcej jajek ten wygrywa. Miłą niespodzianką było to, że dla nas róznież schowali takie jajka (już nie w trawie, tylko na płocie, żeby dzieci nie dosięgnęły) i musieliśmy je odnaleźć. Chyba wszyscy się wtedy rozluźnili, co sprzyjało luzniejszym rozmowom. Posiłki jakie nam przygotowali były zupełnie od tych, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Na śniadanie dostaliśmy jajecznicę z łososiem w francuskim rogaliku (croissant), a prócz tego zrobili mini pizze, (do której użyli ciabatty) i gotowane jajka z krewetkami i kawiorem. Dla tych, co nigdy nie byli w Anglii i nie pracowali tam musi wydawać się, że Emma ma bardzo bogatą rodzinę skoro podali łososia, krewetki czy kawior. Sęk w tym, że w Anglii są inne realia, inne zarobki. Chodzi o to, że nawet, jeśli parcujesz, jako zwykły robotnik za najniższą krajową to i tak na wiele Cię stać (oczywiście w ramach rozsadku). Wiele produktów, jak np. krewetki są dużo tańsze niż w Polsce, jest o wiele więcej promocji, no i większoć jedzenia ma niższą cenę. W momencie, kiedy chcesz zjeść jakieś warzywa (tak zwane zdrowe jedzenie) to zapłaciśz więc niż w Polsce.

Wracając do angielskiego menu, na przystawkę dostaliśmy sałatkę z krewetkami, a na obiad pudding yorkshire (ciasto w kształcie miseczki, a na to kuleczkę ze zmielnoej i zapieczonej kiełbasy), sos miętowy (zwykle podaje się go z jagnięciną, ale jeśli ktoś jest fanem tego sosu może go jeść z jakimkolwiek mięsem) kurczak oraz warzywa. Wszystko smakowało wyśmienicie. Po obiedzie i słodkim deserze zaczęliśmy grac na konsoli Wii. Jest to urządzenie, do którego, używasz dwóch specjalnych pilotów, dające wrażenie prawdziwej gry. Przez większość czasu Karol i Daren grali w pingponga, ale mi udało załapać się na kręgle i walkę na miecze :D . Po powrocie do domu wszyscy byliśmy tak zmęczeni, że za przykładem małej Chloe wszyscy wskoczyliśmy do łóżek.

Po powrocie do Dębna musielśmy szyboko wrócić jednak do codzienngo trybu pracy, ponieważ w Anglii trochę się rozleniwiliśmy. Ale i tak warto było pojechać i spędzić z nimi ten czas, nawet kosztem pracy.

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

Falstart?

14 03 2010

Kiedy u nas za oknem szalała śnieżyca w Bahrajnie przy temperaturze 35°C zaingurowany został nowy sezon Formuły 1. Z dużą rezerwą podchodziłem do tego wydarzenia, a wszystko to, z powodu zmian, jakie wprowadzono w tym sezonie. Najważniejsze z nich to oczywiście zakaz tankowania podczas wyścigu, zakaz rozgrzewania opon (kocami grzewczymi) oraz zwiększenie ilości zespołów. Szefowie F1 twierdzą, że wszystkie te zmiany mają na celu poprawienie bezpieczeństwa, oglądalności i obniżenia kosztów. Ile w tym prawdy? Wg mnie niewiele. Dla mnie z roku na rok jest coraz gorzej. Może jestem konserwatywny, ale uważam, że coraz to nowe przepisy zabijają ten sport. Cóż zrobić – najważniejsze, że Ferrari wciąż jeździ i ma się dobrze. Dopóki czerwone bolidy będą pojawiać się na torach to będę śledził ich poczynania niezależnie od zmian, jakie zostaną wprowadzone. No ale dosyć o przepisach.

Cały śwat sportów motorowych został przede wszystkim zelektryzowany wiadomością o powrocie Michaela Schumachera. Życzę mu jak najlepszych wyników, ale jako że nie łączy go już nic z Ferrari to i dla mnie pozostaje jedynie legendą dawnych lat a przeciwnikiem dzisiaj. Polacy oczywiście nie mówią nic innego jak tylko o Robercie Kubicy, ale co się dziwić, jedyny Polak w F1 i to z talentem. Jednak w pierwszym wyścigu Niemiec Sutil zniwelował jego szansę na dobrą pozycję. Zobaczymy jak będzie dalej.

Zastanawiam się jak będzie wyglądała rywalizacja z tyloma nowymi zespołami tj. Virgin, Lotus, HRT oraz kilkoma mocno przebudowanymi jak Sauber –stanowi to wielką niewiadomą tego sezonu. Oczywiście nie trzeba było jasnowidza, aby przewidzieć, że większość debiutantów skończy swój wyścig na pierwszych okrążeniach. Osobiście boję się, że na dłuższą metę może to być ryzykowne dla nich oraz dla innych. Poza tym mogą wypaczyć wyniki zespołów walczących o najwyższe pozycje, a to nie jest już wpożądku. Jak będzie? Czas pokaże.

Co dalej z F1? Aż boję się myśleć co Ecclecston wymyśli w kolejnych sezonach. Cieszę się tylko, że Pan Moss został zmieniony prze francuza Jeana Todda – byłego szefa Ferrari. Dla mnie największym kuriozum pozostaje ograniczenie testów bolidów do 15 dni w roku. Po prostu ręcę opadają. Sport, który ma rozwijać całą motoryzację, zostaje ograniczony nie wiadomo, dlaczego (oficjalnie pieniądze) do paru dni testowania nowych rozwiązań. Wg mnie strasznie hamuje to rozwój samochodów i zwiększa ryzyko wypadków na wyścigach.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o Panu Borowczyku, komentatorze Polsatu. Na nic prośby, na nic groźby, on wciąż komentuje wyścigi F1. Wciąż gada o oponach (choć trochę mniej, zapewne z powodu braku zielonych paseczków na nich, co powoduje że nie wie on, jakie opony kierowca ma). Wciąż jest niedoinformowany (kto? Gdzie? Kiedy? I po co?). Wciąż także zajmuje się wesołą twórczością (stworzył nowego kierowcę Roberta Barricello). Ehh… co poradzić…

Podusmowjąc pierwszy wyścig zastanawiam się czy start sezonu dla Formuły 1 to nie zwyczajny falstart. Cieszę się, że przynajmniej mój ukochany zespół falstartu nie popełnił zajmując dwa pierwsze miejsca. Cieszę się również, że do zespołu dołaczył Fernando Alonso i wierze, że w tym roku Ferrari powtórzy sukces najlepszego zespołu, a Alonso zostanie mistrzem świata.

FORZA FERRARI!!!

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

Poznańska wyprawa Karola cz.2

9 03 2010

W połowie lutego musiałem stawić się na badania w Poznaniu. W związku z tym, iż coraz lepiej radzę sobie z naszym Canonem 450D, nie mogłem nie zabrać go ze sobą do mojego rodzinnego miasta. Powód ku temu był tym większy, że nasi dobrzy znajomi potrzebowali materiałów do pewnego magazynu, więc poprosili mnie o zrobienie kilku zdjęć ich przepięknych lamp.

Gosia i Sebastian są projektantami oświetlenia i artystami światła. Popularyzują w naszym kraju systemy oświetleniowe LED i muszę przyznać, że bardzo mi się to podoba – chyba nie tylko mi, ponieważ zewsząd dostają propozycję wystawiania swoich lamp. Jeśli dla Ciebie liczy się wspaniały design oraz nastrojowe światło to koniecznie powinieneś odwiedzić ich stronę – http://emandes.com. Dla mnie, było to nie lada wyzwanie, aby zrobić parę dobrych ujęć ich lampom. Jakby nie spojrzeć, jestem tylko zapalonym fotografem amatorem, a musiałem zmierzyć się ze zdjęciami światła, szklanych powierzchni, nie wspominając już o tym, że bardzo chciałem oddać niesamowity klimat ich lamp, oraz nastroju, jaki stworzyły one w salonie architekta wnętrz Katarzyny Stefańskiej w City Parku w Poznaniu. Jak mi się to udało? Oceńcie sami.

Ciężko powiedzieć, że jestem zadowolony w 100% z każdego zdjęcia. Jednak doświadczenie, jakie przy tych zdjęciach zdobyłem jest dla mnie bezcenne. Jeśli kiedyś będę miał jeszcze okazję uczestniczyć w podobnym przedsięwzięciu na pewno będę starał się zrobić lepsze zdjęcia.

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

Poznańska wyprawa Karola cz.1

9 03 2010

Ostatnimi czasy zauważyłem, że przyszła do nas moda na organizowanie rekonstrukcji wszelkiego rodzaju bitew historycznych. Może nie zupełnie o organizację chodzi, ponieważ miłośników historii zawsze było wielu, po prostu od niedawna zyskują one ogromną popularność. Przekonałem się o tym boleśnie nie dawno, ale po kolei.

Cytadela poznańska jest jednym z ważniejszych miejsc w tym mieście. Od razu nasuwa się pytanie, dlaczego ludzie zwracają na nią tyle uwagi, skoro w Poznaniu jest wiele takich fortów? A pewnie dlatego, że jako jedyny ten akurat znajduje się w centrum Poznania, rzut kamieniem od starego rynku, wzgórza św. Wojciecha i wielu innych miejsc, znanych poznaniakom.

Dla mnie Cytadela jest miejscem szczególnym. Jako, że moi rodzice mieszkają 50 m od niej (w fantastycznej okolicy), a ja przez 20 lat mieszkałem z nimi, było to jedno z głównych miejsc zabaw, jazdy na rowerze, zjeżdżania na sankach, biegania, spotkań ze znajomymi, a nawet nakręcenia dwóch filmów w liceum! Cytadela to część mojego życia. No, ale znów rozpisuje się w złym kierunku.

Kiedy w niedzielę 21 lutego siedziałem w domu, napisał do mnie Łukasz Kończak, z pytaniem czy wiem, że zaraz obok mnie ma się odbyć bitwa i wg niego początkujący fotograf nie może takiej okazji zmarnować. Miał rację, nie mógł. Sama bitwa specjalnie mnie nie zdziwiła. Jak już wcześniej wspomniałem takie rekonstrukcje stały się bardzo popularne, a że tego dnia przypadała rocznica walk o wyzwolenie cytadeli to było to wręcz oczywiste. A że to tylko kilka kroków od domu wystarczyło chwycić aparat i już 5 minut później byłem na miejscu.

Cała akcja była ciekawie pomyślana, ale niestety tylko z perspektywy samych uczestników inscenizacji. Bitwa (może raczej potyczka) miała się odbyć w wąwozie nie daleko północnej bramy. Był to świetny punkt obronny dla Niemców, jednak dla widowni to oglądającej beznadziejny. Wyglądało to jakby organizatorzy nie spodziewali się takiej ilości ludzi. Wszyscy pchali się na siebie, wchodzili na pole bitwy, rozpychali… po prostu coś strasznego! Zamiast zająć się szukaniem interesujących kadrów to większą część czasu zajęło mi chronienie mojego sprzętu. To, co udało mi się „ustrzelić” możecie oglądać poniżej.

Czuję pewien niedosyt, gdyż uczestnicy byli naprawdę dobrze przygotowani i mieli oryginalny sprzęt z II Wojny Światowej, ale organizatorzy nie potrafili odpowiednio przygotować tego przedsięwzięcia. Jeśli będą chcieli to powtórzyć w przyszłości (a jest to raczej pewne patrząc na modę) to powinni lepiej przemyśleć umiejscowienie takowej walki. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to łatwe, tak jak walka o Cytadelę była niesamowicie trudna (gdyby Niemcy mieli więcej zapasów i gdyby ich dowódca się nie zastrzelił to walka trwała by miesiącami), ale jak robi się coś dla ludzi, to niech się to robi dla ludzi.

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

TobyMac is back

2 03 2010

W połowie sierpnia w internecie pojawił się pierwszy singiel zapowiadający nową płytę Toby’ego Maca zatytuowany „City on Our Knees”. Kiedy usłyszałam go poraz pierwszy na myspace Toby’ego musze przyznać, że trochę przestraszyłam się, że cała płyta będzie nafaszerowana elektronicznymi wstawkami i przeróbkami, (czego osobiście nie lubie). Ku mojemu przerażeniu Karolowi i naszemu przyjacielowi Grzegorzowi utwór spodobał się bardzo, pomyślałam sobie wtedy, że jak to możliwe, przecież prócz ciekawych słów ten kawałek nic więcej nie ma, na domiar wszystkiego buszując później po internecie odkryłam, iż ów utwór oficjalnie zajął pierwsze miejsce pośród najbardziej popularnych hitów odtwarzanych w stacjach radiowych na terenie USA. Stwierdziłam wtedy, że chyba lepiej znam się na popularnie zwanej muzyce klasycznej niż na nowościach w świecie muzyki rozrywkowej :( .

Poniżej zamieściłam fragment słów Toby’ego Maca na temat utworu „City On Our Knees”

„City On Our Knees’ is really about a moment,” says Toby. „A moment that we all come together to a place where there’s no judgment, but really love. And we choose to recognize one God together. And it’s really a reminder that that moment could be right now, tonight. And in that moment judgment falls by the wayside, we choose to step across the line, whatever side we’re on. Love fills in the cracks and makes up the difference.”

(tłum. City On Our Knees jest tak naprawdę o chwili – powiedział Toby. O chwili, w której przychodzimy wszyscy razem do miejsca, gdzie nie ma osądzania, ale jest prawdziwa miłość. I wybierzemy wspólne przyznanie się do Boga. I to jest naprawdę przypomnienie, że ten moment może być właśnie teraz, dziś wieczorem. I w tym momencie sąd rozciąga się przy drodze, my wybieramy czy przekroczymy linie, niezależnie od strony, na której się znajdujemy. Miłość wypełnia pęknięcia i czyni różnicę.)

Nowy projekt TobyMaca w pierwszym tygodniu sprzedaży rozszedł się w nakładzie 78 000 egzemplarzy, jak również znalazł się na szóstym miejscu listy Billboard Top 200 obok znanych zespołów światowych jak Black Eyed Peas czy Lady Ga Ga. Sprzedarz płyt w iTunes dała mu drugą pozycję wśród najchętniej kupowanych albumów i oczywiście pierwsze pośród najlepiej sprzedających się płyt chrześcijańskich.

A teraz coś o zawartości krążka ;) Płyta utrzymana jest w typowym dla Tobiego charakterze, czyli tworzenie w stylu hip – hop, rock, funk, pop a nawet w reegae („Break open the sky” nagrywana we współpracy z Israel Houghton). Na nagraniu nie zabrakło również jakże już popularnego artysty a mianowicie starszego syna Truetta (11 lat), zwanego TruDog, który w całości wykonał utwór „LoudNClear”. Dzięki współpracy z wieloma znanymi muzykami jak John Cooper z zespołu „Skillet” z którym nagrał tytułowy kawałek „Tonight”, utwory zyskują na inowacyjności, charakterze czy stylu. Na płycie nie zabrakło takich osób jak Beckah Shae i Siti Monroe („Funky Jesus Music”), niesamowitej wokalistki o rozbudowanej skali głosowej Nirva Ready ( „Changed forever”), Matt Thiessen z zespołu „Relient K” („Wonderin”) czy wcześniej już wpomniany Israel Hougton.

Jest to projekt niezwykle pozytywny i radosny w swoim przekazie. Każda impreza przy tej płycie będzie udana. Można na niej usłyszeć kawałki, które spodobają się fanom stylu hip hop, czy poruszą pasjonata muzyki funk rock. Każdy utwór jest specyficzny, każdy zawiera elemnty, które albo sprawiają, że nie możesz uśiedzieć na krześle, ponieważ Twoje ciało samo rwie się do tańczenia, albo śmiejesz się z freestylowych elementów czy też zastanawiasz się nad treścią wyśpiewywanych słów w utworach.

Tak jak „Skillet” ze swoją najnowsza płytą, „Awake” nie wzbudził u mnie zachwytu, tak TobyMac i „Tonight” okazała się kolejną świetną płytą w dorobku tego artysty.

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

Coś więcej niż strona internetowa

14 02 2010

Ze względu na moją pracę, profil mojej firmy, oraz zwykłą ludzką ciekawość, często przeglądam internet w poszukiwaniu interesujących stron www. Świat dzisiejszej reklamy nie pozostawia złudzeń, jak chcesz zaistnieć, to musisz zaproponować coś, czego nie ma ktoś inny. Inaczej będziesz tylko jednym z wielu. Przebijając się przez nieprzeliczone ilości stron skopiowanych, nieudanych, niedorobionych czy po prostu słabych, raz na jakiś czas trafi się perełka. Wtedy wołam swoją żonę – „Kochanie zobacz co znalazłem” – po czym siadamy i przyglądamy się detalom, wykonaniu i podziwiamy to miniaturowe dzieło sztuki. Takie strony są jak płatki śniegu, z daleka niczym się nie różnią, ale z bliska, można zobaczyć ich piękno, a jak się sezon skończy (śnieg stopnieje, a firma zmieni wygląd swojej strony) to znika bezpowrotnie.

Ostatnio przeglądając strony trafiłem właśnie na taką perełkę. Teamgeist jest czymś więcej niż tylko stroną internetową. Jest to kampania reklamowa Adidasa promująca nowe stroje reprezentacji Niemiec. Nie będę się tutaj rozchodził na temat ich wyglądu (zrobiła już to jedna z brytyjskich gazet porównując je do munduru oddziału SS z II Wojny Światowej), ale na temat pomysłu. Prezentacja polega na uczestniczeniu w tzw. graficznej noweli (co dla mnie jest po prostu interaktywnym komiksem, ale to nie ważne). Po pierwsze do tego eksperymentu zaproszono prawdziwe gwiazdy niemieckiej reprezentacji (z czego połowa to Polacy). Po drugie sposób opowiedzenia historii jest bardzo sugestywny (jak na taki projekt), historia niby oczywista, ale sposób przedstawienia nie pozwala się od niej oderwać. Po trzecie możemy zagrać w bardzo efektowne 3 mecze taktyczne. Nie trzeba być geniuszem, żeby wygrać z Węgrami, Holendrami i Argentyną, ale rozgrywka i tak daje dużo radości. Nie wiedząc o tym spędziłem na tej stronie ponad pół godziny!

Może strona nie zachęciła mnie do kupowania strojów reprezentacji Niemiec (wątpię, żeby kogokolwiek zachęciła prócz Niemców), ale z pewnością jestem bardziej przychylny firmie Adidas przede wszystkim za kierunek jaki obrała (oczywiście w kwestii stron internetowych). Innym projektem tej firmy, który bardzo mi się spodobał to kolekcja z Gwiezdnych Wojen. Strona jest dostępna tutaj. Na podstawie adresu IP pobieranego przez stronę, możemy obejrzeć jak Lord Vader za pomocą Gwiazdy Śmierci wypala logo Adidasa na naszej rodzinnej miejscowości.

Ludzie mają naprawdę ciekawe pomysły. Szkoda tylko, że tak rzadko przebijają się one ponad resztę, średnich, powtarzających się, czy po prostu nudnych.

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

„Ja rozumiem, że wam jest zimno, ale jak jest zima to musi być zimno!”

7 02 2010

Zgadzam się z tą myślą z filmu „Miś” Stanisława Bareji, ale to co spotkało nas niedawnego weekendu w Kostrzynie nad Odrą sprawiło, że poznałem nowy wymiar zimna. Mróz mrozem, ale tego dnia wiatr był tak silny, że mimo grubej warstwy ubrań chłód było czuć tak jak gdyby człowiek wskoczył do przerębla w samych kąpielówkach. Czy to może powstrzymać początkującego fotografa przed zrobieniem zdjęć? Ależ skąd :) Dlatego wybraliśmy się z Asią na plener, razem z Wojtkiem, Agnieszką i Anią. Wojtek, jako jedyny profesjonalista w naszym „zespole”, pomógł nam odpowiednio przygotować sprzęt.

Następnie wystawieni na wiatr, śnieg i jeżdżące pojazdy ruszyliśmy do boju!

Na koniec pojechaliśmy do starej przepompowni, która urzekła mnie swoim wyglądem. Jakby rysowana węglem…

W niedzielę, dnia następnego, pogoda była o niebo lepsza. Wiatru nie było, na niebie tylko delikatne chmurki i słońce wesoło uśmiechało się do nas. Nie mogliśmy siedzieć w domu w taką pogodę, skoro wczoraj wyszliśmy w mroźne szpony wiatru i nic nam się nie stało. Tym razem za nasz cel obraliśmy sobie las zaraz za Dębnem. Zdjęcia z tego spaceru możecie oglądać poniżej.

Nie myślcie, że nie mamy co robić, tylko chodzimy na spacery, ale faktem jest, że mamy w zwyczaju spacerować przynajmniej raz dziennie. Staramy się przy tym zabierać również naszego Canona 450D, także kiedy wybraliśmy się nad zamarznięte Jezioro Lipowo w środku miasta (u nas znane bardziej pod nazwą „Plaża”) to zdjęcia były nieuchronne.

Zima jest piękna, choć bywa groźna. Cieszymy się, że możemy oglądać jej wspaniałe krajobrazy, jednak mamy nadzieję, że nie długo uda nam się zrobić piękne zdjęcia wiosny.

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

Amal zwyciężczynią „Najmal khaleej”

31 01 2010

Tunezyjska wokalistka Amal West – أمال الغربي wygrała finałowy odcinek arabskiego show „Zatoka Gwiazd”. Prócz Amal do finału zakwalifikowali się również Abdullah Fahad Al Serafi – عبد الله فهد الصيرفي (Arabia) oraz Ghassan Bin Ibrahim – غسان بن ابراهيم (Tunisia), którzy w tejże kolejności zajęli odpowiednio drugie i trzecie miejsce. Każdy z finalistów prócz nagrody pieniężnej w wysokości odpowiednio $50.000, $25.000 i $10.00 dodatkowo otrzymał możliwość nagrania „specjalnego utworu” oraz video clipu z jak najszybszym wyemitowaniem go i promocją na antenie Dubai Tv.

Finałowy odcinek „Najmal khaleej” – „Zatoka Gwiazd” przypadł na czwartą rocznicę objęcia urzędu w Dubaiu przez Jego Wysokość Szejka Muhammad bin Rashid Al Maktoum الشيخ محمد بن راشد آل مكتوم oraz otwarcia jak na razie największego budynku na świcie Burj Khalifa برج خليفة (przed oficjalnym otwarcie używano nazwy Burj Dubai, برج دبي czyli „wieża Dubaiu”) co było wynikiem tematyki wykonywanych utworów przez uczestników, które wychwalały Szejka oraz osiągnięcia architektoniczne i kulturowe Dubaiu.

Odcinek finałowy nie był zrealizowany na wysokim poziome, ciężko było go odróżnić od poprzednich etapów. Producentom zabrakło charyzmy i najwyraźniej pomysłów.
No cóż pozostaje mieć nadzieję, że jeśli Dubai Tv zdecyduje się na realizację nowych odcinków „Najmal khaleej” będzie to zrealizowane w nowoczesny i świeży sposób tak, ażeby przyciągnąć widzów nie tylko Zatoki Perskiej, ale również z innych zakątków świata.

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

Hu! hu! ha! Nasza zima zła… a może jednak nie taka zła?

20 01 2010

Wykorzystując słoneczny dzień, zaraz po śniadaniu wybraliśmy się na spacer do lasu. Uzbrojeni w nasze dwa nowe nabytki – obiektywy: Tamron 70-200 F 2.8, oraz Canon 50mm F 1.8 – ruszyliśmy na poszukiwanie kadrów. Las zimą jest przepiękny, tylko śniegu dużo, co sprawia że przeprawienie się przez niego nie jest najprostsze. Jednak nie zatrzymało nas to, dzięki czemu poniżej możecie podziwiać efekty naszego spacerku. Planujemy niedługo zrobić wypad jeszcze głębiej w las, więc liczę że zdjęcia będą jeszcze piękniejsze.

I jeszcze powrót do domu przez zaśnieżone Dębno.

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

« wstecz dalej »


Facebook

Kalendarz

Wrzesień 2010
P W Ś C P S N
« lip    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Polecamy

  • Blanc łazienki – Dolphi Poznań
  • Centrum ogrodnicze | Projektowanie ogrodów | AVANT
  • Emandes | Nowy Wymiar Światła
  • Ewa Gillner | Grafik
  • Karol Huszał | Webmaster
  • Katarzyna Stefańska – architekt wnętrz
  • Małgorzata Ratajczak | Blog
  • Montaż Wielkopolska – montaż i konstrukcje
  • Paweł Chara | Fotograf
  • Spahome – meble łazienkowe na wymiar, wanny spa, łazienki, wyposażenie łazienek
  • Wizaż i stylizacja – Katarzyna Lesińska | Poznań
  • Wojtek Dobrucki | Fotograf

Tagi

Aga i Wojtek Anglia Asia Awake & Alive Born again Chloe Chomik Chwarszczany Cytadela Dębno Emandes Ferrari Formuła 1 Fotografia Grafika Grzyby Internet Karol Kostrzyn nad Odrą Kot LED Lublin Milton Keynes Muzyka Newsboys Perła Photoshop Poznań Przemek Radek i Emma Rekonstrukcje historyczne Robert Kubica Rzepak Skillet Speedy Gonzales Strony internetowe Szczecin Tenor TobyMac Tonight Wakacje Zatoka gwiazd Światło

Archiwa

  • Lipiec 2010
  • Czerwiec 2010
  • Maj 2010
  • Kwiecień 2010
  • Marzec 2010
  • Luty 2010
  • Styczeń 2010
  • Grudzień 2009
  • Listopad 2009
  • Październik 2009
  • Wrzesień 2009
  • Sierpień 2009

Strony

  • HI-Websites
  • Kontakt
  • O Nas
Follow this blog


design by jide powered by Wordpress