Szczypta szaleństwa na wyższym poziomie abstrakcji { ! }

Blog Asi i Karola Huszałów
  • Główna
  • O Nas
  • Kontakt

“Ja rozumiem, że wam jest zimno, ale jak jest zima to musi być zimno!”

7 02 2010

Zgadzam się z tą myślą z filmu “Miś” Stanisława Bareji, ale to co spotkało nas niedawnego weekendu w Kostrzynie nad Odrą sprawiło, że poznałem nowy wymiar zimna. Mróz mrozem, ale tego dnia wiatr był tak silny, że mimo grubej warstwy ubrań chłód było czuć tak jak gdyby człowiek wskoczył do przerębla w samych kąpielówkach. Czy to może powstrzymać początkującego fotografa przed zrobieniem zdjęć? Ależ skąd :) Dlatego wybraliśmy się z Asią na plener, razem z Wojtkiem, Agnieszką i Anią. Wojtek, jako jedyny profesjonalista w naszym “zespole”, pomógł nam odpowiednio przygotować sprzęt.

Następnie wystawieni na wiatr, śnieg i jeżdżące pojazdy ruszyliśmy do boju!

Na koniec pojechaliśmy do starej przepompowni, która urzekła mnie swoim wyglądem. Jakby rysowana węglem…

W niedzielę, dnia następnego, pogoda była o niebo lepsza. Wiatru nie było, na niebie tylko delikatne chmurki i słońce wesoło uśmiechało się do nas. Nie mogliśmy siedzieć w domu w taką pogodę, skoro wczoraj wyszliśmy w mroźne szpony wiatru i nic nam się nie stało. Tym razem za nasz cel obraliśmy sobie las zaraz za Dębnem. Zdjęcia z tego spaceru możecie oglądać poniżej.

Nie myślcie, że nie mamy co robić, tylko chodzimy na spacery, ale faktem jest, że mamy w zwyczaju spacerować przynajmniej raz dziennie. Staramy się przy tym zabierać również naszego Canona 450D, także kiedy wybraliśmy się nad zamarznięte Jezioro Lipowo w środku miasta (u nas znane bardziej pod nazwą “Plaża”) to zdjęcia były nieuchronne.

Zima jest piękna, choć bywa groźna. Cieszymy się, że możemy oglądać jej wspaniałe krajobrazy, jednak mamy nadzieję, że nie długo uda nam się zrobić piękne zdjęcia wiosny.

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

Amal zwyciężczynią „Najmal khaleej”

31 01 2010

Tunezyjska wokalistka Amal West - أمال الغربي wygrała finałowy odcinek arabskiego show „Zatoka Gwiazd”. Prócz Amal do finału zakwalifikowali się również Abdullah Fahad Al Serafi - عبد الله فهد الصيرفي (Arabia) oraz Ghassan Bin Ibrahim - غسان بن ابراهيم (Tunisia), którzy w tejże kolejności zajęli odpowiednio drugie i trzecie miejsce. Każdy z finalistów prócz nagrody pieniężnej w wysokości odpowiednio $50.000, $25.000 i $10.00 dodatkowo otrzymał możliwość nagrania „specjalnego utworu” oraz video clipu z jak najszybszym wyemitowaniem go i promocją na antenie Dubai Tv.

Finałowy odcinek „Najmal khaleej” – „Zatoka Gwiazd” przypadł na czwartą rocznicę objęcia urzędu w Dubaiu przez Jego Wysokość Szejka Muhammad bin Rashid Al Maktoum الشيخ محمد بن راشد آل مكتوم oraz otwarcia jak na razie największego budynku na świcie Burj Khalifa برج خليفة (przed oficjalnym otwarcie używano nazwy Burj Dubai, برج دبي czyli „wieża Dubaiu”) co było wynikiem tematyki wykonywanych utworów przez uczestników, które wychwalały Szejka oraz osiągnięcia architektoniczne i kulturowe Dubaiu.

Odcinek finałowy nie był zrealizowany na wysokim poziome, ciężko było go odróżnić od poprzednich etapów. Producentom zabrakło charyzmy i najwyraźniej pomysłów.
No cóż pozostaje mieć nadzieję, że jeśli Dubai Tv zdecyduje się na realizację nowych odcinków „Najmal khaleej” będzie to zrealizowane w nowoczesny i świeży sposób tak, ażeby przyciągnąć widzów nie tylko Zatoki Perskiej, ale również z innych zakątków świata.

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

Hu! hu! ha! Nasza zima zła… a może jednak nie taka zła?

20 01 2010

Wykorzystując słoneczny dzień, zaraz po śniadaniu wybraliśmy się na spacer do lasu. Uzbrojeni w nasze dwa nowe nabytki - obiektywy: Tamron 70-200 F 2.8, oraz Canon 50mm F 1.8 - ruszyliśmy na poszukiwanie kadrów. Las zimą jest przepiękny, tylko śniegu dużo, co sprawia że przeprawienie się przez niego nie jest najprostsze. Jednak nie zatrzymało nas to, dzięki czemu poniżej możecie podziwiać efekty naszego spacerku. Planujemy niedługo zrobić wypad jeszcze głębiej w las, więc liczę że zdjęcia będą jeszcze piękniejsze.

I jeszcze powrót do domu przez zaśnieżone Dębno.

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

Koncert kolęd w Dębnie

3 01 2010

Dawno już nie byłem na żadnym chóralnym koncercie kolęd. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że kiedyś była to dla mnie codzienność. Śpiewając w chórze profesora Stefana Stuligrosza “Poznańskie Słowiki“, dawaliśmy 20 - 25 koncertów kolędowych rocznie. Kiedy skończyłem śpiewać nie miałem okazji słuchać innych zespołów, ani nie miałem specjalnie na to ochoty. Jednak tego roku pojawiła się okazja. Moja Teściowa brała udział w takim właśnie koncercie kolędowym w Dębnie. Nie mogło więc tam nas nie być. Wzięliśmy aparat i poszliśmy przez zasypane Dębno. Koncert może nie był wielkim muzycznym wydarzeniem, prawdę mówiąc moja muzyczna dusza wrzeszczała, żeby ją wreszcie uwolnić od tak przerażającego cierpienia, ale nie to było ważne. Wspaniale się patrzyło na zapał, zaangażowanie i radość ze śpiewania Mamy i jej koleżanek z chóru.

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

Zatoka Gwiazd (نجم الخليج ) czyli “Idol” po Arabsku

18 12 2009

Przez ostatnie kilka tygodni z zaciekawieniem śledzę losy uczestników programu pn. „Zatoka Gwiazd” emitowanych w każdą niedzielę o godzinie 20:00 polskiego czasu na kanale Dubai television (jest to odpowiednik polskiego „Idola” czy „Fabryki gwiazd”).

„Zatoka Gwiazd” po arabsku „نجم الخليج” (tłumaczenie: http://translate.google.pl ) to program, który daje młodym ludziom – wokalistom ze wszystkich państw znad Zatoki Perskiej szansę rozwoju i zaistnienia na arabskiej scenie muzycznej. Program posiada wiele aspektów inspirowanych malarstwem i stylem ludowym, co stanowi dziedzictwo oraz tradycję tych krajów. Do każdego niedzielnego występu zapraszana jest arabska gwiazda, która prócz wykonywanych przez siebie autorskich utworów, razem z uczestnikami przy akompaniamencie fortepianu wykonuje wcześniej przygotowany schemat improwizacji. Wielkim minusem jak dla mnie jest brak tak zwanej żywej orkiestry, przy której młodzi wokaliści mieli by możliwość zaprezentowania utworów. Kontakt z żywą muzyką w tym wypadku jest o wiele lepszy niż śpiewanie przy wcześniej przygotowanym akompaniamencie puszczonym z playbacku.

Do programu zakwalifikowało się czternastu uczestników, na chwilę obecną zostało już tylko pięciu a są to:

Rhode Hassan Jafar - ورود جعفر حسن الخفاف (Iraq)


Amal West - أمال الغربي (Tunisia)


Ghassan Bin Ibrahim - غسان بن ابراهيم (Tunisia)


Abdullah Fahad Al Serafi - عبد الله فهد الصيرفي (Arabia)


Mohammed Hamdi al-Jamal - محمد حمدي جمال (اسم الشهرة – مودي (pseudonim – Moudy - Egypt)


Osoby, które odpadły:

Ghaith Abdul Ali Sabah - غيث صباح عبد علي (Iraq)


Bader Abdullah Mohammed Al Awadi - بدر عبد الله محمد العوضي (Kuwait)


يزيد خالد مغربي (Arabia)


Reem Hassan Muflih - ريم مفلح حسن (Syria)


Mohammad Habib Mahmood - محمد حبيب محمود رحمه (Bahrain)


Saleh Turki Turki Al-Abdullah Al Khalaf - صالح تركي خلف تركي العبد الله (Kuwait)


Hossam Taha J.- حسام وجيه طه (Syria)


Huda Pepa - هدى بيبّا (Tunisia)


Hisham Abdel Hamid Abdel-Karim Mohammed Hassan - هشام عبد الحميد عبد الكريم محمد حسن (Arabia)


W skład Jury wchodzą:

Abdullah Rowaished (عبد الله رويشد) - http://rowaishid.com


Diana Haddad (ديانا حدّاد) - http://www.dianahaddadonline.com


Fayez Al-Saeed (فايز السعيد) - http://www.fayezalsaeed.ae


Dla mnie na chwilę obecną najsłabszym ogniwem pięcioosobowej ekipy jest siedemnastoletnia Irakijka Rhode (w programie mówią na nią Urut), uważam, że nie ma ani szczególnych umiejętności wokalnych ani porywającej barwy głosu. Pozostała czwórka natomiast (zwłaszcza Moudy;)) ma charakter, temperament i umiejętności. Gdybym miała wybrać zwycięzcę stanowiłoby to nie lada wyzwanie. Jeśli zainteresował was ten post to mam nadzieję, że będziecie śledzić dalsze losy uczestników „Zatoki Gwiazd”, ja na pewno;), a dla tych którzy nie będą mogli oglądać to co tydzień postaram się umieszczać sprawozdanie.

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

Piękna polska złota jesień część 2

22 11 2009

Listopad swoją obecną formą bardzo mnie zaskoczył. Zwykle ta pora roku była szara, ponura i mroźna, ale przez ostatni tydzień było bardzo ciepło i słonecznie, dzięki czemu udało się nam wykorzystać piękną pogodę i razem z Agą i Wojtkiem wyskoczyć na kolejny wspólny szkoleniowy plener. Tym razem naszym łupem padły tereny w okolicach Porzecza i Namyślina. Przy tak ostrym świetle słonecznym, jakie było tamtego dnia nasz biedny Canon 450D EF-S 18-55 IS ledwo dawał sobie radę. Żeby tego było mało to Wojtek chciał spróbować robić zdjęcia praktycznie pod słońce. Na szczęście Wojtek z Agą wzięli ze sobą znany już nam system Pocket Wizard miniTT1 i FlexTT5 oraz blendę California Sunbounce, dzięki czemu nasz aparacik też kilka zdjęć wykonał.








Oto jak wyglądał nasz plan zdjęciowy w pierwszym miejscu, do którego zabrali nas Agnieszka z Wojtkiem. Wygląda całkiem profesjonalnie. Jedyny problem polegał na tym, że miejsce naszych zdjęć znajdywało się na drodze, przez którą co jakiś czas przejeżdżał jakiś samochód, co powodowało że trzeba było szybko się ukrywać na poboczu.

Następnie zostaliśmy wywiezieni za granicę, do Niemiec. No może nie do końca, ale słup graniczny minęliśmy. Trzeba przyznać, że ten zakątek nad Odrą jest naprawdę piękny, a że zachód słońca się zbliżał, więc nie pozostało nic innego jak tylko robić zdjęcia.





Ustawianie kadru pod bardzo mocne światło słoneczne było bardzo trudne i czasochłonne, więc nie ma się co dziwić, że w końcu nasza modelka Asia też miała dosyć.





Na poniższych zdjęciach możecie zobaczyć jak Wojtek robi zdjęcia mojej żonie. Ja podziwiam go przede wszystkim za to, że potrafi zrobić bardzo dużo zdjęć swoim 5D Mark II. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ta lustrzanka z tym obiektywem waży naprawdę dużo. Ja byłem w stanie zrobić najwyżej 4 zdjęcia pod rząd. Jednak Wojtek już sobie wyrobił mięśnie robiąc nim zdjęcia. Jak widać plan zdjęciowy również wygląda ciekawie.


I na koniec piękne zdjęcie pięknej pary. Chcielibyśmy oglądać więcej takich :)

Jeśli Wam jeszcze za mało zdjęć z tej sesji to koniecznie odwiedźcie także blog Wojtka - tutaj.

Komentarze : 1 komentarz »
Kategorie : Bez kategorii

Jak ja lubię zbierać grzyby

16 11 2009

Wrzesień to miesiąc, w którym zwykle zaczynają pojawiać się pierwsze podgrzybki. Wtedy całą trójką bierzemy kosze i maszerujemy do lasów na łowy. Świeże powietrze, zapach lasu i ćwiczenia rekreacyjne polegające na unikaniu pajęczyn z wielkimi włochatymi pająkami na nich ;) to świetny sposób na spędzenie wolnego czasu. Ten rok nie był aż tak obfity w grzybki jak lata ubiegłe, ponoć w niektórych regionach Polski nie było ich wcale :( , ale u nas na szczęście było całkiem sporo. W sumie dalej są pomimo tego że jest listopad. Wybraliśmy się w sobotę (14.11.09) do lasu z nadzieją że uda się nam znalźć chociaż parę grzybków, było lepiej niż myśleliśmy, w przeciągu godziny mieliśmy każdy po pół kosza. Nieźle jak na tę porę roku nie ;) ?

Zdjęcia poniżej to fotografie zrobione podczas grzybobrania i spacerów po lesie.









Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

Piękna polska złota jesień

7 11 2009

Od dłuższego czasu z Karolem pasjonujemy się w robieniu zdjęć. Na razie pracujemy na Canon 450D z obiektywem EF-S 18-55 IS, ale w przyszłości chcemy znacznie rozbudować nasz sprzęt.

W niedzielne popołudnie wraz z przyjaciółmi Wojtkiem i Agą wybraliśmy się na wspólny plener do Kostrzyna n/O. Pogoda jak na złość nie była najlepsza, wiało i co chwila padało. Nastawiliśmy się na piękną polską złotą jesień a otrzymaliśmy brzydką, szarą i zgniłą jesień. Na szczęście deszcz w miarę ustał i gdzie niegdzie przebijało się słoneczko. Wojtek zabrał ze sobą radiowy system Pocket Wizard, dzięki czemu po zamocowaniu lampy na statywie z parasolką zdjęcia wyszły miękkie i delikatnie oświetlone. Mam nadzieję, że się wam spodobają :)
















Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się dokładniej, jaki sprzęt i obiektywy zostały użyte na naszej sesji zapraszam do odwiedzenia blogu Wojtka: www.dobrucki.art.pl/blog

Komentarze : 2 komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

Szczecin, kowal i psy geje…

27 10 2009

Nie tak dawno zostaliśmy poproszeni przez kuzyna Asi, Sławka, aby pomóc mu w zamontowaniu nowego ogrodzenia w ich domu w Szczecinie. Początkowo termin był niepewny, ponieważ (jak się później dowiedzieliśmy) kowal, wykonujący ogrodzenie był delikatnie mówiąc niesłowny. W jedną sobotę byliśmy już praktycznie gotowi do wyjazdu, kiedy Sławek zadzwonił z informacją, że brama nie została dostarczona i nie ma sensu abyśmy przyjeżdżali. Parę dni później jednak ogrodzenie przyjechało a my wsiedliśmy w naszą Mazię i ruszyliśmy do Szczecina.

<strong>Marzena i Sławek z córkami</strong>

Marzena i Sławek z córkami

Marzena i Sławek mieszkają na obrzeżach Szczecina. Okolica jest bardzo spokojna, ponieważ dokoła tylko las i inne domki. Można by powiedzieć, że cały teren to wielki plac budowy, ponieważ większość albo buduje albo wykańcza swój dom. Jednakże, kiedy tam dojechaliśmy jedynym pracującym w okolicy był właśnie Sławek. Powodem tego była naprawdę fatalna pogoda. Padał deszcz, temperatura oscylowała między 3 a 5 stopniami Celsjusza, a żeby tego było mało to wiał jeszcze porywisty wiatr. Cała ta aura przegoniła wszystkie osoby zaangażowane w budowę domów, ale nie Sławka. Dla niego była to jedynie tylko mała niedogodność w dojściu do celu. Ubrałem się odpowiednio do sytuacji i ruszyłem z pomocą. Sprawa nie była prosta, bo chodziło o maksymalną precyzję. Na początek montowaliśmy wielką 6 metrową ważącą 250 kg bramę. Plan był prosty – Pierwszego dnia mieliśmy zamontować słupek, rolki, i bramę; drugiego natomiast pozawieszać wszystkie przęsła ogrodzenia i uciekać z powrotem do Dębna. Jednakże pogoda i kowal mocno zweryfikowali nasze plany. Ale po kolei. Wydawać by się mogło, że wymierzenie i wywiercenie 12 dziur, to żaden problem. A jednak problem był duży, bo wystarczyło ustawić rolki o minimetr krzywo, aby cała brama była krzywa o kilka centymetrów. Ale nic, udało się nam, choć zajęło parę ładnych godzin. Poprosiliśmy o pomoc dwóch sąsiadów Sławka i wzięliśmy się za ćwierć tonowego kolosa. Ale co to!? Kiedy postawiliśmy bramę na rolkach okazało się, że szoruje po bruku! Na płaszczyźnie wymierzone było wszystko idealnie, ale nie pomyśleliśmy o pionie. Cholera… wszystko musieliśmy zrobić od początku, tyle, że już następnego dnia, ponieważ zrobiło się ciemno.

<strong>Gotowe ogrodzenie</strong>

Gotowe ogrodzenie

Nastroje poranne nie byłe lepsze od tych z dnia poprzedniego. Ciągle wiało i padało, a temperatura spadła do 3 stopni Celsjusza. Żeby tego było mało, to suczka od sąsiada z naprzeciwka miała cieczkę, co zaalarmowało wszystkie okoliczne psy. Szczekania czy wycia nie było końca… do tego deszcz, wiatr i mróz. My próbujemy przykręcać rolki na 4 cm nakrętkach, aby zwiększyć ich wysokość, a psy z naprzeciwka, nie mogąc dostać się do suczki, zaczęły delikatnie mówiąc zaspokajać się nawzajem… po prostu rewelacyjnie. Całe szczęście, że Sławek ma świetne poczucie humoru i co rusz rzucał jakimś żartem, co sprawiało, że człowiekowi potrafił się wyluzować. W końcu udaje się wstawić bramę i nawet nic specjalnie nie szoruje. Małe poprawki i wreszcie możemy mówić o pierwszym sukcesie. Niestety, kolejny problem wyszedł dnia następnego. Otóż kowal, który miał przywieźć części w poniedziałek nagle zapadł się pod ziemię. Była środa, części nie było, a kowal nie odbiera telefonu. Super. Ale dzień oczywiście nie został zmarnowany, a ja nauczyłem się jak się zamontować napęd do bramy, dzięki czemu Marzena wracając wieczorem mogła ją już otworzyć pilotem. W czwartek udało się skontaktować z kowalem, ale koleś tak ściemniał, że w sumie nie było wiadomo czy dostaniemy części czy nie. Dowiedzieliśmy się natomiast, że nie dostaniemy zaczepów do przęseł. No to zadaniem na dziś było przeszukanie wszystkich sklepów budowlanych w Szczecinie. Castorama, Leroy Merlin, Nomi, oraz kilka małych okolicznych. Oczywiście w żadnym nie mogliśmy znaleźć nic interesującego. Wkońcu jednak udało się wybrać coś sensownego, więc wróciliśmy do domu i zabraliśmy się do pracy. Oczywiście pogoda ciągle paskudna, psy geje nadal nie dają za wygraną, i na domiar tego wszystkiego okazało się, że kowal źle wymierzył przęsła. Super… teraz czeka nas jeszcze kucie murka. Wspaniale. W piątek kowal przebrał miarę. Sławek zagroził mu sądem, ale ten wcale się nie przejął. Pojechaliśmy do jego pracowni po części, za które już zapłacili, ale ”mistrza partacza” nie było. Jego brat dał nam części, ale zgadnijcie co się stało: nie były one pomalowane (zapomniałem zaznaczyć że według umowy całe ogrodzenie ze wszystkimi elementami powinno być dawno oddane). Trudno, co robić. Sprawa zapewne skończy się w sądzie. Ale ogrodzenie nadal niezrobione. Pojechaliśmy na malarnie i tu pojawił się promyk szczęścia. Szef powiedział, że akurat coś malują w tym kolorze i będzie gotowe na 14. Świetnie, tylko jak przyjechaliśmy o 14 to części nie tyle nie były pomalowane, co po prostu pracownicy nie mogli ich znaleźć! Przy naszej pomocy (części leżały tam, gdzie szef je zostawił) udało się wreszcie oddać je do malowania. Jednakże do odebrania dopiero następnego dnia rano. Cóż zrobić. W sobotę pierwszy raz od tygodnia była ładna pogoda. Nawet psy gdzieś sobie poszły. Tylko źle wykonana praca kowala pozostała. Jednak nie będę się już rozpisywał, co źle było wymierzone, co do siebie nie pasowało. Grunt, że wieczorem całe ogrodzenie było gotowe. Z dwóch dni zrobił się tydzień. Zmęczeni byliśmy potwornie, a Sławek z Marzeną mieli jeszcze dodatkowe atrakcje z kowalem. Jednak efekt końcowy daje tyle satysfakcji, że na pewno dobrze będę wspominał pobyt w Szczecinie. Oczywiście nauka też nie poszła w las i pewnego dnia będę w stanie sam takie ogrodzenie postawić.

Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

Pasja ścigania lecz nie oglądania

23 09 2009

Formuła 1 niektórym osobom kojarzyć się może z bezsensowną półtoragodzinną jazdą w kółko innym zaś z fascynującym rykiem silników, emocjami i niezapomnianymi wyścigami, w których każdy odrębny bolid stanowi wspaniałą całość tego sportu.

Swoją przygodę z F1 zacząłem w 1996 kiedy to mój wujek, Tomek (syn wujka) i mój ojciec oglądali właśnie wyścig na niemieckiej stacji RTL. W tamtej chwili nie obchodziło mnie, że zawody wygrywał Damon Hill zapewniając sobie tym samym tytuł mistrza Formuły 1, moje oczy utkwiły na czerwonym bolidzie ze szkicem czarnego rumaka, stojącego na dwóch tylnych nogach pochodzącego ze stajni Ferrari. Od tamtej pory jestem zagorzałym kibicem F1 i fanem zespołu Ferrari bez względu na ich wyniki.

Jednakże duża część Polaków zaczęła interesować się tym sportem dopiero w roku 2006 kiedy to za kierownicą bolidu BMW Sauber zasiadł pierwszy Polak w historii F1 Robert Kubica. Niestety, prócz fanów pojawili się także „wielcy fani” Formuły, jakimi są „Specjaliści” zatrudnieni przez telewizję Polsat. Nie zrozumcie mnie źle – bardzo się cieszę, że mogę oglądać zawody w telewizji, ale nie potrafię zrozumieć jak spośród 38 milionów osób mieszkających w Polsce nie można było znaleźć osoby kompetentnej do prowadzenia relacji z wyścigu?! Studio Grand Prix pod przewodnictwem Pana Zientarskiego i jego Loży fachowców (nie wliczam w to ojca Roberta) często doprowadza Asię i mnie najpierw do śmiechu, później do irytacji a na końcu do wyłączenia głosu i cierpliwego czekania na rozpoczęcie wyścigu. Chociaż wydawałoby się, że w tej części przez minimum 1, 5 h moje uszy będą mogły odpocząć i wsłuchać się w cudowny ryk silników to niestety do akcji wkracza Pan Borowczyk, który od pierwszych sekund rozprawia o oponach z białym paseczkiem, zielonym paseczkiem czy innym paseczkiem. Na każdym wyścigu od 3 lat, na każdej sesji kwalifikacyjnej, przynajmniej 15 razy na każdym wyścigu rozpływa się na temat kolorów pasków tych opon, o tym, że się świetnie sprawują na torze (lub nie) nie zauważając przy tym istotnych wydarzeń, jakie mają miejsce na torze. Wystarczy przypomnieć sobie ostatnie kwalifikacje (do GP Włoch), kiedy to Robert na daną chwilę zajmował 15 pozycję, co było ryzykowne i rzutowało na jego dalszą walkę o lepszą pozycję na starcie. Pan Borowczyk i jego „podliżmajtek” Maurycy byli tak zajęci rozpaczaniem z powodu straconych szans Kubicy, że potrzebowali aż dwóch minut, aby zauważyć, że jednak Robert nie odpadł, a ba, zrobił drugi czas w całej stawce. Dobór słownictwa obu Panów też jest bardzo interesujący, są jak dwaj samotni rajdowcy rzucający hasłami w stylu: „wykręcił n-ty czas”, „zjechał do pit-line”, „wszedł do Q2” – to takie international - nie uważacie? Jeszcze jakiś czas temu podczas wyścigów można było usłyszeć Mikołaja Sokoła, który jednak prawdopodobnie odszedł z komentowania F1 po decyzji, w której relacje z Formuły 1 mają być przeprowadzane ze studia Polsatu. Nie dało się nie zauważyć braku profesjonalizmu, totalnego braku wiedzy i zainteresowania „studyjnych” komentatorów na temat sytuacji mających miejsce na torze. Prawdopodobnie Mikołaj nie chciał uczestniczyć w tym medialnym przedstawieniu, dlatego zrezygnował. Ktoś, kto nie zna F1 mógłby powiedzieć, że marudzę i jeśli przeszkadzają mi komentatorzy to mogę wyłączyć dźwięk. Kiedyś tego próbowałem, ale za bardzo uwielbiam odgłos, jaki wydają bolidy F1, bez tego ten sport traci urok. Napisałem nawet do telewizji Polsat prośbę o zmianę komentatora, ale jak się pewnie domyślacie nie dostałem odpowiedzi. Niestety nie posiadam w tej chwili żadnego zagranicznego kanału telewizyjnego, aby móc w spokoju obejrzeć wyścig, dlatego wygląda na to, że w niedzielę znów przyjdzie mi wysłuchiwać „ekspertów” podczas GP Singapuru. Nie myślcie sobie tylko, że próbuję Was odwieść od oglądania F1 - nic z tych rzeczy. Dla mnie to piękny sport i uważam, że każdy może się nim zainteresować. Moja Asia ogląda wyścigi razem ze mną i tak jak ja emocjonuje się wydarzeniami na torze kibicując przy tym Kubicy i Alonso. Ja jednak pozostaje wierny jednej stajni.

Forza Ferrari!


Komentarze : Brak komentarzy »
Kategorie : Bez kategorii

« wstecz


Kalendarz

luty 2010
P W Ś C P S N
« stycznia    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728

Polecamy

  • Emandes | Nowy Wymiar Światła
  • Ewa Gillner | Grafik
  • Karol Huszał | Webmaster
  • Paweł Chara | Fotograf
  • Wojtek Dobrucki | Fotograf

Tagi

Aga i Wojtek Asia Awake & Alive Dębno Ferrari Formuła 1 Fotografia Grzyby Karol Kostrzyn nad Odrą Lublin Muzyka Perła Robert Kubica Skillet Szczecin Wakacje Zatoka gwiazd


design by jide powered by Wordpress